Wstajemy o świcie. Już nam to wchodzi w krew. Chcemy jak najlepiej wykorzystać coraz krótsze dni. Szybkie śniadanie i ruszamy na moczary Poleskiego Parku Narodowego. Na początek wybraliśmy ścieżkę przyrodniczą Spławy. Trasa wiedzie drewnianą kładką przez podmokły ols (drzewostan liściasty składający się głównie z olszy czarnej). Idziemy po starej grobli zbudowanej przez szlachcica Olesińskiego, który był właścicielem pobliskiego jeziora Łukie. Obecnie tereny te chroni park narodowy, a samo jezioro jest ostoją dzikiej przyrody. Z pomostu na końcu ścieżki roztacza się idylliczny widok, zwłaszcza o poranku.
Odwiedzamy też ośrodek Poleskiego PN, gdzie dokonujemy pamiątkowego wpisu w księdze dla gości. Mamy jeszcze dwie godziny (szkoda że tak mało), więc postanawiamy pojechać na Bagno Bubnów. To doskonałe miejsce do obserwacji żurawi, który to gatunek jest symbolem Poleskiego Parku Narodowego. Już z daleka widzimy te ptaki krążące nad bagnem.  Podczas spaceru po kładkach dało się słyszeć ich ciągłe nawoływania. Sama ścieżka jest bardzo atrakcyjna, biegnie na skraju moczarów, a z wież widokowych można podziwiać rozległy kompleks torfowisk. Niestety nie dane mam było nacieszyć się w pełni walorami tego parku. Zegar tyka, a my musimy jechać dalej. Do stacji kolejowej jest 35 km, a pociąg już o 14. Tym razem wszystko poszło sprawnie i już po 2 godzinach byliśmy z powrotem na rowerach. Cel to Zwierzyniec, główna miejscowość Roztoczańskiego Parku Narodowego. Po drodze obiad w Szczebrzeszynie, miejscowości kojarzonej z chrząszczem. Jeszcze tego samego dnia docieramy nad stawy Echo, miejsce gdzie przy odrobinie szczęścia można zobaczyć koniki polskie. Jest to rasa z domieszką krwi tarpana - wymarłego dzikiego konia. Walory Roztoczańskiego Parku Narodowego najlepiej poznać jadąc szeroką drogą na południe. Jest to też fragment szlaku rowerowego Geen Velo. My też korzystamy tej opcji, podziwiając starodrzewia po obu stronach drogi. Opuściliśmy granice parku tuż przed zmrokiem. Nocleg, tak jak do tej pory, pod namiotem.