Dzisiaj w planach mamy stosunkowo dalekie przemieszczenie w kierunku Bieszczadzkiego Parku Narodowego, ale z pewnością tam nie dotrzemy. Pierwszy etap to jazda rowerem do Leżajska. Pakujemy się jeszcze przy sprzyjającej pogodzie, ale już kilkunastu minutach zaczyna padać. I pada coraz mocniej. To sprawdzian dla naszego ekwipunku i ubrań przeciwdeszczowych. Mamy do przejechania 60 km w deszczu i po kałużach. Ochlapują nas ciężarówki. Ale nie dajemy się. Na duchu podtrzymuje nas wizja ciepłego posiłku w przydworcowej restauracji. Faktycznie ciepła zupa podnosi morale. Dalszy etap to jazda pociągiem do Przemyśla. O dziwo, gdy wsiadamy do pociągu przestaje padać. Mamy nadzieję, że taka aura utrzyma się podczas kolejnego etapu dzisiaj, kiedy z Przemyśla będziemy pedałować do Krościenka. To kolejne 50 km. Na liczniku przekraczamy 300 km. Zmieniają się krajobrazy. Droga obfituje w strome wzniesienia. Zaczyna siąpić, a w oddali widać rozbłyski niedalekiej burzy. Przejeżdżamy przez teren projektowanego Turnickiego Parku Narodowego. To obszar sporu, gdzie ścierają się różne interesy. Z jednej strony potrzeba ochrony kilka tysięcy hektarów starych drzewostanów i siedlisk rzadkich gatunków ptaków min. orła przedniego, a z drugiej - pozyskanie cennego surowca drzewnego. Mijamy wieś Makowa, przed którą jest kapliczka ze św. Franciszkiem - patronem ochrony przyrody. W samej miejscowości widzimy banery z hasłami przeciwko utworzeniu Turnickiego Parku Narodowego. Dalej widzimy transparenty obrońców przyrody na ściętych wiekowych bukach. To dość wymowne i dające do myślenia. Zwłaszcza, gdy spojrzymy na statystyki. Parki narodowe zajmują w Polsce jedynie 1% powierzchni kraju, przy średniej europejskiej 3,4%. Mimo tego, że mamy wiele miejsc zasługujących na ochronę, wciąż istnieją opory społeczności lokalnych. Zastanowiajac się nad przyszłym losem lasów Gór Słonnych, jedziemy w nocy, deszczu i ciszy. Docieramy przemoczeni na wcześniej zarezerwowaną kwaterę dopiero po 22. Czas na zasłużony odpoczynek.