Spod Gorczańskiego Parku Narodowego wyjeżdżamy we mgle. Pogoda poprawia się powoli. Z chmur wynurzają się strzeliste szczyty Tatr, w kierunku których jedziemy. Jednak przy Tatrzańskim Parku Narodowym zaskakuje nas ogromna masa turystów. Pod skocznią narciarską wjeżdżamy w epicentrum kramów z pamiątkami i barów z fast foodem. W planach był przejazd ścieżką rowerową pod reglami, ale napotkamy trudności w przemieszczaniu się. Jest sobota w południe, a więc rush hour na szlaku. Nie takiej atmosfery szukamy. Po kilku próbach przedzierania się przez tłumy rezygnujemy z tego szlaku i ustalamy kurs na Babiogórski Park Narodowy. W drodze jesteśmy świadkami kilku góralskich wesel. To pocieszające, że w dalszym ciągu część gości weselnych, w tym para młodych, ubranych jest w stroje regionalne. Za Chochołowem przekraczamy 800 km naszej trasy i dalej jedziemy przez Kotlinę Orawską. To płaski teren, niegdyś użytkowany rolniczo, a obecnie powoli zarastający. Z pewnością mieszkańcom okolicznych wiosek bardziej opłaca się obsługiwać turystów, niż kosić łąki. Ciekawe jest to, że obszar ten leży w zlewni Morza Czarnego. Przed nami cały czas widnieje majestatyczna Babia Góra, nad którą wiszą sine chmury. Babiogórski Park Narodowy wita nas deszczem. Wjeżdżamy na przełęcz Krowiarki, skąd długim zjazdem, podziwiając parkowe drzewostany, docieramy do Zawoi. To największa wieś w Polsce, liczącą ponad 7000 mieszkańców. Znajdujemy nocleg na kwaterze. Po przejechaniu 115 km w czasie 13 godzin (w większości po górzystym terenie) jesteśmy zmęczeni, więc sen nadchodzi szybko.