Wyspani i wypoczęci ruszamy rano do Makowa Podhalańskiego. Po drodze rozmawiamy z właścicielką sklepu spożywczego, w którym robimy zakupy. Pani Agnieszka zachęca nas do kolejnego odwiedzenia Zawoi. Przytacza mnóstwo powodów, dla których warto obywać piesze wycieczki pod Babią Górą. Mówi o folklorze tych ziem, przyrodzie i dobrym jedzeniu. Tak, z pewnością jeszcze tu wrócimy. I to na dłużej.
W Makowie wsiadamy do pociągu. Co prawda nie mieliśmy tego w harmonogramie, ale pozwala nam to nadrobić opóźnienia. Docieramy do Krakowa. Trasa ze stacji do Ojcowskiego Parku Narodowego biegnie przez stare miasto, więc na chwilę przystajemy pod sukiennicami. Przed Prądnikiem pojawia się w końcu słońce i możemy założyć lżejsze stroje rowerowe.
Ojcowski Park Narodowy przypomina nam raczej park zdrojowy. Cisza, spokój, ławeczki, kawiarenki przyklejone do skał, kapliczki itp. Są też szlaki piesze i jaskinie udostępnione do zwiedzania m.in jaskinia Łokietka. Ten najmniejszy z krajowych parków znany jest z ochrony tworów przyrody nieożywionej. Podziwiamy więc skały wapienne: Bramę Krakowską i słynną Maczugę Herkulesa. Do Olkusza, skąd planujemy jutrzejszy wyjazd pociągiem, docieramy wieczorem. Jest ciepło i nie pada (na razie) więc decydujemy się na nocleg pod namiotem.