Wstaliśmy w dobrych humorach, ponieważ poprzedniego dnia wieczorem dostaliśmy istotne wsparcie. Nasz serdeczny kolega z Wolsztyna przywiózł nam paczki z racjami żywności wysłane pocztą na jego adres jeszcze przed startem i potrzebny sprzęt turystyczny zamówiony przez internet. A co najważniejsze przywiózł ze sobą dobrą pogodę. Wielkie dzięki Roberto! Do zwiedzania Wielkopolskiego Parku Narodowego ruszyliśmy więc z dużym optymizmem. Nasz hotel znajdował się blisko granic parku, więc dość szybko jesteśmy na szlaku. Teren parku w większości zajmują lasy i niewielkie jeziora. W strefach ochrony ścisłej widać przewrócone drzewa i butwiejące pnie. To namiastka pierwotnej puszczy. Park nie jest duży. Przejeżdżamy go wzdłuż, wchodząc na ciekawsze szlaki. Docieramy do niedalekiej stacji Dopiewo i stamtąd jedziemy pociągiem do Poznania. Przesiadamy się na skład do Kostrzyna nad Odrą i po 16 jesteśmy już w Parku Narodowym Ujście Warty. To już 14 park narodowy, a na liczniku przekraczamy 1000 km. Jedziemy wzdłuż Warty podziwiając szeroką dolinę tej rzeki. Część łąk jest koszona, a część pokrywa łan trzciny. Zupełnie inny krajobraz w porównaniu do poprzednio odwiedzanych parków. Obserwujemy żerujące czaple białe. W ostatnich latach to gatunek coraz  częściej spotykany i liczniejszy niż czapla siwa. Przejeżdżamy cały park szutrową drogą, zatrzymując się przy wieżach widokowych. Z jednej widać stado jeleni, samych łani z młodymi. To czas rykowiska, mówi napotkany turysta z lornetką. Jak się później okazało miał rację. Zbliża się zmierzch, więc wybieramy miejsce noclegu w lesie poza parkiem. Pchając rowery przez gęste zarośla docieramy w końcu do wieży i miejsca biwakowego. Jako że taras widokowy jest obszerny, postanawiamy rozbić tam namiot. Mamy zjawiskowy widok na śródleśne mokradła. Tuż po zmroku słyszymy ryczenie jeleni. Bezchmurne niebo, sierp księżyca i mgły nad bagnem. Takiej właśnie natury szukaliśmy.