Noc minęła spokojnie. Przy śniadaniu dały się za to słyszeć piły i łomot ściętych dębów uderzających o ziemię. Okazało się, że niedaleko jest wycinka. W pobliżu prawie każdego parku narodowego (zwłaszcza w górach) widzieliśmy zręby i samochody ciężarowe wywożące drzewa. Przy granicy Drawieńskiego Parku Narodowego, do którego dzisiaj dotarliśmy, też spotkaliśmy się z taką sytuacją. Wymowny był zwłaszcza obraz, gdy po jednej stronie drogi mieliśmy okazały las z oznakowaniem DPN a z drugiej - świeże zręby ze stosami pociętych drzew, ciągnące się na przestrzeni kilku kilometrów. Dla nas jest to wyraźny argument na powiększenie obszarów chroniących starodrzewia. Naszym zdaniem zwiększenie powierzchni parków narodowych dałoby gwarancję zachowania w większym zakresie tej formy dziedzictwa narodowego jakim są naturalne lasy.
W Drawieńskim Parku Narodowym, do którego dotarliśmy najpierw pociągiem z Witnicy do Krzyża Wielkopolskiego, a następnie rowerem, mieliśmy okazję podziwiać nie tylko okazałe drzewostany: bory, buczyny i dąbrowy. Są tam też rzeki (Drawa i Płociczna), 20 jezior i towarzyszące im różne zbiorowiska łąkowo-torfowe. Zaskoczyło nas to duże zróżnicowanie ekosystemów na tak małym obszarze. Z pewnością każdy miłośnik natury znajdzie tu coś dla siebie. Wyjeżdżając z Drawieńskiego Parku Narodowego my też zastanawialiśmy się jakich aktywności moglibyśmy spróbować na tym terenie. Rekomendujemy więc ten park jako "must see".
W drodze do kolejnego parku korzystamy z połączenia kolejowego. Wsiadamy w Kaliszu Pomorskim, przesiadamy się dwa razy: w Ulikowie i Szczecinie. Na wyznaczone wcześniej miejsce noclegowe pod namiotem w Warnowie  docieramy po 22.