Pobudka o 6 to już dla nas norma. Słońce wstaje razem z nami i wysusza namiot. Przed 8 już jesteśmy na rowerach. Granicę Parku Narodowego Bory Tucholskie przekraczamy godzinę później. Jak sama nazwa wskazuje park ten chroni bory czyli drzewostany iglaste, głównie sosnowe. Poza tym znajdują się tam jeziora i torfowiska. Krajobrazowo teren ten przypomina nam wcześniej odwiedzany Drawieński Park Narodowy, tylko w znacznie mniejszej skali (różnica powierzchni prawie trzykrotna). Do wyboru mamy tylko dwa szlaki rowerowe, biegnące prawie równoległe. Wybieramy ten wzdłuż zarastających, niewielkich jezior. Widać tam bardzo wyraźnie proces przekształcania ekosystemów wodnych w lądowe. Mchy torfowce tworzą na powierzchni zbiorników grubą warstwę, którą stopniowo kolonizują inne rośliny. Proces ten postępuje bardzo powoli. W rezultacie na miejscu jeziora tworzy się torfowisko wysokie. Przy pięknej pogodzie mamy wyjątkową okazję przyjrzeć się różnym etapom tego zjawiska. Pod drodze spotykamy niewielu turystów. Jest już przecież po sezonie. Pomimo tego, że obszar Parku Narodowego Bory Tucholskie nie oferuje wielu tras rowerowych, miłośnicy dwóch kółek mogą znaleźć w okolicy wiele atrakcyjnych ścieżek. Można też zaplanować inne atrakcje np. spływ kajakiem lub rejs żaglówką. Aktywne osoby nie powinny się tu nudzić. Nam też czas płynie szybko i po krótkiej kąpieli w jeziorze i postoju na rynku Chojnicach wsiadamy do pociągu do Tczewa. Podróż mija szybko bo rozmawiamy z dwoma rowerzystami z Gdańska i wymieniamy się doświadczeniami. Następny pociąg dowozi nas do Nowego Dworu Mazowieckiego. Na wybrane miejsce noclegowe nad Wisłą docieramy po zmroku. Niestety, wody powodziowe uniemożliwiają nam przejazd w pobliże rzeki. Rozbijamy namiot przy wale przeciwpowodziowym.