Ranek nastał mglisty, a na trawach pełno było rosy. To efekt bliskości Wisły. Jemy śniadanie i zwijamy mokry jeszcze namiot, bo jesteśmy umówieni na spotkanie w Palmirach. Dołącza do nas Piotr Świtalski, który sprawuje pieczę nad naszą stroną internetową. Wjeżdżamy razem do Kampinoskiego Parku Narodowego. To wyjątek na skalę światową, jeżeli chodzi o lokalizację tak blisko stolicy kraju. I to w dodatku jest to obszar leśny. Najczęściej takie tereny były eksploatowane na potrzeby rozwoju aglomeracji miejskich. Obecnie Kampinoski Park Narodowy ma duże znaczenie rekreacyjne, jest tu dużo szlaków pieszych i tras rowerowych. My jedziemy Łącznikiem Palmirskim, Kampinoskiego Szlakiem Rowerowym i dalej Łącznikiem Chomiczówka. Na chwilę zatrzymujemy się na cmentarzu ofiar II Wojny Światowej. W drodze przekraczamy 1500 km na liczniku. Pod Łomiankami żegnamy Piotra, który ma więcej czasu na zwiedzanie parku. Dalej nasza trasa wiedzie obrzeżami Warszawy do Wołomina, gdzie wsiadamy w pociąg i docieramy do Łap. Stąd już widać Narwiański Park Narodowy. Od razu ruszamy do Waniewa, gdzie znajduje się nietypowy szlak turystyczny. Biegnie on w postaci kładki w poprzek doliny, a koryta rzeki przekracza się przy użyciu ręcznie obsługiwanych pływających platform. Liczba mnoga "koryta" świadczy o nietypowym charakterze Narwi na tym odcinku. Rzeka nie tylko meandruje, ale też płynie wieloma odnogami. Przypomina to deltę rzeki, ale w tym przypadku sytuacja ma miejsca w środkowym biegu. Z wieży widokowej obserwujemy zapadające w szuwary stado żurawi. Ptaki nawołują się charakterystycznym głosem, a z okolicznych wsi dobiega muczenie krów i zaczekanie psów. Istna sielanka. Z perspektywy naszych wrażeń z całej wyprawy możemy teraz w pełni docenić uroki regionu, w którym mieszkamy. Jesteśmy zadowoleni, że na koniec zwiedzimy kawałek Podlasia. Zwieńczeniem dnia jest miejsce na nocleg pod Tykocinem, które wybraliśmy z mapy. Rozbijamy namiot przy zachodzącym słońcu, na zamglonych nadnarwiańskich łąkach.