Całą noc padał deszcz. Wyjątkowo wstajemy przed świtem o 4.30. Sprawnie zwijamy namiot. Bez śniadania, po ciemku i w deszczu ruszamy na dworzec w Olkuszu. Dzisiaj mamy trudną logistycznie operację dotarcia trzema pociągami do Kłodzka, a stamtąd do Parku Narodowego Góry Stołowe. Wszystko przebiega sprawnie i już po 11 lądujemy na stacji końcowej. Zanim ruszymy dalej na rowerach, musimy znaleźć serwis rowerowy i wymienić zużyty suport i hamulce. Trudy wyprawy odbiły swoje piętno również na sprzęcie. Z tarapatów wyratowali nas pracownicy firmy kondycja.net. Sprawnie i "od ręki" wykonali naprawę. Mogliśmy spokojnie piąć się w Góry Stołowe. Pojawia się słońce, więc humory poprawiają się. Podjazd jest mozolny, ale za to zjazd - długi i ekscytujący. Droga wiedzie przez las, a gdzieniegdzie pojawiają się niesamowite skalne ostańce jak z bajki. To właśnie z takich tworów przyrody nieożywionej jak Błędne Skały i Szczeliniec Wielki słynie Park Narodowy Gór Stołowych. Kolejny raz mamy wrażenie niedosytu atrakcji, które oferuje odwiedzany przez nas obszar chroniony. Musimy trzymać się planu i dojechać w pobliże następnego parku. Jedziemy pociągiem do Wałbrzycha. Tam mamy niecałą godzinę na przesiadkę w kierunku Jeleniej Góry. Na dworcu wzbudzamy ciekawość sokisty. Jest pod wrażeniem naszego pomysłu i oferuje kawę ze swoich prywatnych zasobów. Decydujemy się jednak na wrzątek, z którego robimy kolację. Na miejsce rozbicia namiotu docieramy po 22. To był długi dzień.