Rano bez pośpiechu jemy śniadanie i zwijamy namiot, wokół którego pełno borowików. Wczoraj wieczorem tego nie zauważyliśmy. Na razie jest rześko, ale słońce powoli ogrzewa powietrze. Wracamy do Słupska, skąd pociągiem docieramy do Chojnic. Przed odjazdem odwiedzamy restaurację wegetariańską. Okazuje się, że dieta jarska bardzo dobrze komponuje się z jazdą na rowerze. Wytrawni rowerzyści często są wegetarianami. Rezygnacja z ciężkich potraw mięsnych nie tylko służy zdrowiu, ale też nie obciąża nadmiernie przewodu pokarmowego. Sami możemy też to odczuć. Dodatkowo, od początku wyprawy nie kupujemy słodkich energetyków w postaci batonów czy odżywek dla sportowców. Zapotrzebowanie na węglowodany zaspokajamy owocami, których o tej porze roku jest dużo na straganach. Dobrą przekąską w czasie jazdy są też orzechy z bakaliami: rodzynkami, daktylami i figami. Pomimo tego, że nasza dieta jest lekka, mamy wystarczająco dużo energii do pokonywania zaplanowanej trasy i nie czujemy się wyczerpani. Naszym zdaniem ruch i odpowiednia dieta to podstawa dobrego zdrowia fizycznego i psychicznego. Utwierdzamy się w tym przekonaniu spotykając innych zapalonych rowerzystów, którzy tryskają energią i epatują życiowym optymizmem. Dobry humor też jest z nami, tym bardziej, że robi się coraz cieplej i jazda na rowerze staje się przyjemniejsza. Z dworca w Chojnicach jedziemy wzdłuż jeziora Charzykowskiego, przecinamy Brdę i docieramy nad niewielką rzekę Chocinę. Jest już wieczór,  więc rozbijamy namiot na skrawku łąki. Jak zwykle do snu ubieramy się ciepło.